Człowiek, który wyszedł z Nędzy

„Synu dopóki nie masz pieniędzy na koncie, to nie masz” – gdy zapytasz Rafała Brzoskę o najważniejszą wskazówkę, jaką otrzymał w życiu, cytuje słowa matki.

Tak więc Brzoska obecnie „nie ma” 398 mln zł, bo właśnie tyle wynoszą jego udziały w wartej prawie miliard Grupie Integer, którą założył i której szefuje. Nie ma ich na koncie, więc rzeczywiście są to jeszcze „wirtualne pieniądze.”

Zaraz, zaraz. Integer? Nic Wam to nie mówi? To zrozumiałe. O wiele bardziej znany jest InPost. Największy prywatny operator pocztowy w Polsce i podstawa Grupy Integer. W ekspresowym tempie pożera rynek zdominowany przez lata przez państwowego monopolistę – Pocztę Polską. Brzoska zaciera ręce, bo 1 stycznia PP osłabi się jeszcze bardziej.

Straci wtedy ustawowy monopol na przesyłki pocztowe do 50 gramów. Dotąd, żeby móc dostarczać  zwykłe listy musiał InPost dociążać je blaszkami, albo zeszytami.

– Niby się cieszę, ale moją radość tłumi fakt, że choć z jednej strony Poczta faktycznie traci monopol, to z drugiej zyskuje kolejny. Otóż nagle pojawiła się propozycja, by PP była uprzywilejowanym operatorem urzędów publicznych, przede wszystkim ZUS-u, i żeby tylko stempel PP był uznawanym przez sądy za wiążące potwierdzenie daty nadania. Absurd – przekonuje ponuro Brzoska, ale uśmiech szybko powraca:

– Właściwie to nie problem. Jesteśmy firmą międzynarodową i bardziej niż na listy, rynek, który się kurczy, stawiamy na paczkomaty – rynek, który rośnie. To są naprawdę duże pieniądze.

Paczkomaty są banalnie proste. jeśli chodzi o zamysł: wkładasz paczkę do skrzynki w Warszawie dzisiaj, a po 24 godzinach (czasem krócej) ktoś wyjmuje ją w Krakowie. Czas nadania: minuta, dwie… Znacznie krócej niż na poczcie. Nikt niczego nie stempluje, nie trzeba czekać w kolejkach. Terminowość dostarczania: 97 proc.

Brzoska chce być globalnym dostawcą tej usługi. Jest już obecny w Wielkiej Brytanii, Rosji, czy w Belgii. W Polsce paczkomatów postawił 500 w 140 miastach. Żółte szafy, z daleka trochę przypominające klasery, jakie każdy wykonywał w przedszkolu, szczególnie często zlokalizowane są przy stacjach paliw.

– Paczki to przyszłość. Głównie ze względu na handel internetowy – mówi Brzoska.

34-lata. Uśmiechnięty, prywatnie miłośnik win, nurkowania, w samochodzie słuchający płyt Metaliki. Pochodzi z Nędzy (powiat raciborski, Śląsk), studiował w Krakowie.

– Studiowałem, nawet miałem stypendia naukowe – wspomina. I utrzymywał się sam.

Najpierw składał komputery. Lata ’90, więc marża wysoka. Sprzedawał je znajomym, nawet po 10 sztuk miesięcznie. Potem dowiedział się, że kokosy można zbić na ulotkach. – Zainwestowałem w nie z żoną, ówcześnie dziewczyną, 20 tys. zł, czyli całe moje oszczędności. Po 2 miesiącach miałem już niemal tylko na ZUS i opłacenie księgowej. Szło tragicznie. W akcie desperacji zamieściłem ogłoszenie w „Wyborczej”: „Przyjmę zlecenie na roznoszenie ulotek. Tanio”. Zgłosiła się firma z jakimś groszowym zleceniem. Pamiętam, jak dziś, gdy roznosiłem w deszczu te ulotki.

Brzoska jednak złapał wiatr w żagle. Biznes zaczął się rozkręcać, z początku pomagali mu współmieszkańcy z akademika, on sam po zajęciach wsiadał w swój pierwszy samochód, Volkswagen Transporter i objeżdżał Podkarpacie i Małopolskę, dostarczając druki bezadresowe. – O 3 w nocy szedłem spać, a wstawałem na kolokwium na 8 rano. Dużo pracowałem, bardzo dużo. W końcu poszedłem kiedyś na badania kontrolne serca. Okazało się, że serce jest ok, tyle, że badania wykazały coś innego. Gruźlicę – mówi Brzoska.

Wciąż dużo pracuje, ale już nie forsuje się jak dawniej. Nie należy do tych, co chcą harować do śmierci. – Chcę mieć coś z życia, kiedyś sprzedam biznesy i zacznę podróżować często i w te miejsca, które sobie wymarzyłem!

Pełną historię Rafała Brzoski znajdziecie Państwo w przygotowywanej przez nas książce, która ukaże się na wiosnę 2013 r.

Advertisements