Król odzieży używanej w Lidze Mistrzów

servaas

Czy polska drużyna wygra Ligę Mistrzów? Zanim wybuchniesz pustym śmiechem i odpowiesz: „chyba sobie kpicie?!”, sprawdź wyniki rozgrywek. Nasz zespół w nich bryluje, ma na koncie sześć zwycięstw w sześciu meczach, a w swoich szeregach najlepszego dotąd strzelca. Mowa oczywiście o Lidze Mistrzów, w której zmagają się drużyny piłki ręcznej i kieleckim zespole Vive Targi Kielce. To niekwestionowany gigant naszej ekstraklasy i jeden z najlepszych klubów Europy.

Ale uwaga! Nic nie dzieje się przypadkiem! Gdyby nie kapitał i serce, które w sponsoring drużyny wkłada Bertus Servaas, zawodnicy Vive Targów Kielce mogliby sobie co najwyżej porzucać szmacianką w lidze podwórkowej. Kim więc jest ów tajemniczy Bertus Servaas?

W dużym skrócie: to Holender prowadzący w Polsce firmę importującą, sortującą i eksportującą odzież używaną Vive Textile Recycling, ma także sieć 38 lumpeksów-hipermarketów pod marką Vive Market w południowo-wschodniej Polsce. Jego biznesy dają ponad 200 mln zł przychodów rocznie. To więc naprawdę duże biznesy. Holendra stać, żeby być hojnym sponsorem.

Ale pisanie o Servaasie „w skrócie” jest nie na miejscu. Na podstawie jego biografii możnaby napisać scenariusz dobrego dramatu z happy endem.

W młodości Servaas chciał zostać piłkarzem. Swoje marzenia zaczął w wieku 13 lat przekuwać w rzeczywistości w szkółce Ajaxu Amsterdam. W 1976 r. grał już w juniorach, ramię w ramię ze słynnym później Marco van Bastenem. Był świetnie zapowiadającym się ofensywnym pomocnikiem. Niestety, kontuzja uniemożliwiła dalszą karierę. – Bramkarz przeciwników sfaulował mnie. Rozwalił mi kolano. Dotąd mam z nim problemy, miałem 20 operacji. Nie mogę uprawiać żadnych sportów z wyjątkiem pływania – wspominał Servaas. Załamany, znalazł pracę w urzędzie skarbowym, ale nie miał serca zaglądać do portfeli holenderskich przedsiębiorców. W końcu sam stał się jednym z nich. Założył z przyjacielem w Amsterdamie firmę Agrotex, zajmującą się importem i eksportem odzieży używanej. W pewnym momencie, dokładnie w 1991 r. obaj zdecydowali, że zdecydowanie bardziej opłacać się będzie ten biznes prowadzić w Polsce, szybko rozwijającej się nowej kapitalistycznej gospodarce.

Przyjaciel, z którym Servaas zakładał firmę nie żyje. Zginął w wypadku samochodowym. To nie jedyne nieszczęście, które spotkało Servaasa. W 2002 r., gdy zatrudniał już ponad 400 osób i jego firma naprawdę liczyła się w regionie, jej sortownie spłonęły. Stracił niemal wszystko. – Dzięki wsparciu przyjaciół, nie poddałem się – mówi teraz Servaas. Ma już nową siedzibę na terenie Kielc. I polską żonę. Zmienił też wyznanie na katolicyzm.

Czy szczypiorniści z jego Vive Targi Kielce również wykażą podobną wolę walki? 9 grudnia zmierzą się z drużyną z Sankt Petersburga.

Advertisements