Wszyscy ludzie Kulczyka

wszyscy ludzie kulczyka

Na jego miliardy pracują: byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Horst Koehler, a także generał Marines, komandos SAS, oraz dreamteam menedżerów którzy ,,pięknie mówią, ładnie jedzą i dobrze wyglądają”.
Po co zatrudniać byłych prezydentów? Główna wartością jaką mogą wnieść do firmy jest notes z telefonami, głównie do ważnych osób z sektora publicznego. Kwaśniewski ma świetne koneksje wśród polityków Ukrainy, gdzie spółka Kulczyk Oil Ventures wydobywa gaz i ropę. KOV jest jednym z nielicznych prywatnych i notowanych na giełdzie podmiotów w kraju opanowanym przez polityczno-biznesowe koterie. Z pewnością potrzebuje wytrzymałego parasola. Według Gazety Wyborczej Kwaśniewski zarabia u Kulczyka 52 tys. złotych miesięcznie, ale to mało realne. Kulczyk, choć jest najbogatszy, zwykł nie przepłacać nawet za zdjęcie do paszportu.
Horst Koehler może nie zapisał się w historii jako wybitny polityk. Dla polskiego biznesmena ważne są jednak jego inne kontakty. Koehler to znana postać w świecie międzynarodowych finansów. W latach 2000-2004 roku był dyrektorem zarządzającym w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Teraz możemy się domyślać jak to się stało, że w momencie największego kryzysu finansowego w 2008 roku akurat Autostrada Wielkopolska bez problemu dostała ponad miliard euro kredytu z Europejskiego Banku Obudowy i Rozwoju.

Generał James L. Jones, były dowódca Marines – swoją wojskową karierę zaczynał w latach 60. podczas wojny wietnamskiej. Dwumetrowy kolos z karabinem na plecach dowodził wtedy drugim batalionem Marines. Już wtedy zaczął wpisywać do swojego żołnierskiego notesu pierwsze numery telefonów do wysoko postawionych Azjatów. Grono kontaktów poszerzył o kolejne nazwiska po udziale w I Wojnie w Zatoce Perskiej. Zdobyte tam doświadczenie wydeptało mu ścieżkę do awansu na dowódcę NATO oraz doradcy Baracka Obamy do spraw bezpieczeństwa narodowego. Kulczyk potrzebuje generała z azjatyckimi koneksjami do realizacji takich planów jak budowa biurowców w Dubaju czy stworzenie firmy wydobywczej z Katarczykami. Amerykańskiemu generałowi biznes nie jest obcy. Był członkiem zarządu w Boeingu, doradzał firmie technologicznej Cross Match Technologies i paliwowemu gigantowi Chevron. Ceni swoje usługi. Roczna pensja w Boeingu wynosiła 330 tys. dolarów, a w Chevronie ponad 400 tys. dol.

Na mapie międzynarodowych interesów Kulczyka ważnym miejscem jest teraz Afryka. Tu także Kulczyk musi polegać na zaufanych współpracownikach, szczególnie jeśli robi taki numer jak w Nigerii, gdzie na roponośnym złożu w delcie Nigru najbogatszy Polak wysiudał koncern Shell. W konsorcjum Neconde, którego Kulczyk jest partnerem działa także dwóch najbogatszych Nigeryjczyków. Nazwisk nie przytoczymy. Sam Kulczyk mówi o nich, że “pokończyli Oxford, pięknie mówią, ładnie jedzą i dobrze wyglądają”. Jeszcze ważniejszą postacią w afrykańskich interesach Polaka, choć już na pewno nie doradcą, jest Tokyo Sexwale (czyt. tokio sekuale). Południowoafrykański biznesmen i polityk, działacz przeciw apartheidowi i więzień polityczny. Jako akcjonariusz m.in globalnego browaru SabMiller jest uważany za najbogatszego mieszkańca Afryki. Naprawdę nazywa się Mosima Gabriel Sexwale, przydomek Tokyo jest związany z uprawianiem przez niego w młodości sztuki walk karate. Kulczyk i Sexwale wspólnie są akcjonariuszami SabMiller oraz Ophir Energy – spółki zajmującej się poszukiwaniem ropy i gazu. Ophir, notowana na londyńskiej giełdzie, została okrzyknięta najlepszą spółką surowcową w 2012 roku. Jej kapitalizacja sięga 10 mld złotych. z czego jedna dziesiąta przypada na Kulczyka.

Przez bliskich współpracowników Kulczyk nazywany jest Doktorem Janem (z racji doktoratu z prawa międzynarodowego) albo z angielska Dżejkeyem. Kto może się tak do niego zwracać? Z pewnością Dariusz Mioduski, prezes holdingu Kulczyk Investments. To on zmienia pomysły Kulczyka w realny biznes. – Doktor wskazuje jedynie kierunek jazdy pociągu, Darek sam dobiera wagony i ustala rozkład jazdy – mówi jeden z pracowników holdingu.
Mioduski ukończył prestiżowe studia na Harvardzie, działa w Polskiej Radzie Biznesu, pracując dla Kulczyka, spędza pół roku podróżach po świecie. Jest pomysłodawcą programu stypendialnego ,,Droga na Harvard” – wspomagającego młodych Polaków w zdobyciu stypendium jednego z najlepszych amerykańskich uniwersytetów. Teraz najciekawsze. Władze Harvardu zażyczyły sobie, aby na pokrycie kosztów studiów polskich studentów utworzono fundusz gwarancyjny w wysokości miliona dolarów. Mioduski nie mógł namówić nikogo ze znajomych do udziału w przedsięwzięciu, więc sam wyłożył pieniądze. To chyba dowód, że u Kulczyka sporo się zarabia.
Nie sposób też nie wspomnieć o Jarosławie Sroce, byłym naczelnym redaktorze dziennika ,,Puls Biznesu”. To główny doradca do spraw wizerunku najbogatszego Polaka. Od niego zależy, co Jan Kulczyk powie, gdzie wystąpi na konferencji, kogo uściska serdecznie, a kogo ominie szerokim łukiem. Na biurku Sroki leży biblia spokesmenów – ,,The Handbook of Crisis Communication”.

Advertisements