Człowiek z gazu

ALEKSANDER GUDZOWATY PORTRET

U władzy miał przechlapane, a jego biznes kłuł w oczy krajowych gigantów. Ostatnio chciał zrezygnować z branży gazowej i poprowadzić interesy na innym paliwie. Udało się. Wrócił w wielkim stylu jako producent markowych wódek i whisky. Jednak jego największym celem było stworzenie Światowego Centrum Tolerancji w Jerozolimie. – Pracy jest jeszcze bardzo dużo – pisał w swoim ostatnim wpisie na blogu. Efektu nie doczekał.

Kiedy ostatnio jeden z przyjaciół podarował Aleksandrowi Gudzowatemu półtoralitrową butelkę Smirnoffa, ten zaśmiał się, że gość przywiózł drzewo do lasu. To właśnie spółka Gudzowatego produkuje już od kilku miesięcy Smirnoffa trafiającego na półki polskich sklepów.

Od jednego z największych światowych producentów alkoholi, czyli brytyjskiego Diageo Akwawit, uzyskał na początek wyłączność na produkcję wódki Smirnoff Vladimir na rynek polski i na pozostałe rynki Europy Środkowo-Wschodniej. Na początek, bo trwają rozmowy z Diageo o produkcji jeszcze jednej marki.

Na dodatek w grudniu Akwawit podpisał list intencyjny z firmą Brown-Forman, właścicielem marki Jack Daniel’s, w sprawie rozlewania w Polsce tej whisky. Jednym ruchem Akwawit zapewnił sobie 100 mln zł przychodów rocznie oraz udział w jednej piątej rynku wódek w Polsce. Jak to się udało?

74-letni biznesmen ostatnio nie był w najlepszej formie. Mimo ostrego ataku zapalenia stawów, pozostawał w dobrym nastroju. Popijając sok brzozowy, mówił, że trzy lata temu ponownie się ożenił, a majątek wyceniany na 1,4 mld zł pozwoliłby mu na dostatnie życie rentiera. Ale – jak zapewniał – chodzi o zasady, bo odejście z biznesu byłoby równoznaczne z przyznaniem racji przeciwnikom, którzy „dopiero uczyli się ekonomii kapitalizmu w czasach, gdy on kreował polską politykę energetyczną”. Jak zbił majątek?

Toasty, kontrakty i rura

Dysponował bezcennym kapitałem – kontaktami w świecie rosyjskich bojarów epoki schyłku ZSRR. Nawiązał je jeszcze jako dyrektor w PRL-owskich centralach handlu zagranicznego, prowadzących interesy na Wschodzie. O tym, jak się dogadywał z Rosjanami, krążyły legendy. Mówiono o umowach podpisywanych w saunie z dyrektorami i wiceministrami i o organizowanych z bizantyjskim przepychem imprezach promocyjnych nad Bajkałem.

Gdy komunizm upadał, poszedł na swoje. Założył własną firmę Bartimpex i ruszył do handlu przetartym już szlakiem. Był rok 1991, w rozpadającym się imperium brakowało żywności. Zaproponował Moskwie kontrakt na 100 tys. ton pszenicy. Zarobione pół miliona dolarów zainwestował w wystawę polskich towarów w Pałacu Geologa w Tiumeniu. To był show, jakiego jeszcze nigdy nie widziano w tym mieście za kołem podbiegunowym, u nasady półwyspu Jamał, jednego wielkiego worka ze złożami gazu ziemnego.

Po ekspozycji oprowadzały urodziwe polskie hostessy, a 40 modelek znad Wisły uwodziło ze sceny zgromadzonych handlowców. Pełną piersią śpiewała Zdzisława Sośnicka. W czasie tej podróży Gudzowaty zakolegował się w Orenburgu z Remem Wichariewem, szefem koncernu gazowego Gazprom.

Szefowie Gazpromu darzyli go takim zaufaniem, że kontraktów rzędu 70 mln dolarów nie spisywali nawet na papierze. W 1993 r., po porozumieniu Wałęsy i Jelcyna w sprawie budowy przez terytorium Polski gazociągu jamalskiego, zdecydowano, że 680 km polskiego odcinka ma wybudować spółka EuRoPol Gaz. Trudno się dziwić, że w rozmowach o gazociągu pierwsze skrzypce grał najlepiej ustosunkowany z Rosjanami „Aleksander Ilicz”.

Wspólnikami w przedsięwzięciu mieli być po połowie państwowy importer i dystrybutor gazu PGNiG oraz rosyjski Gazprom. Tuż przed ostatecznym uzgodnieniem statusu przyszłej polsko-rosyjskiej spółki akcyjnej okazało się, że w umowie jest błąd prawny. Obowiązujący wówczas Kodeks handlowy przewidywał bowiem, że taka spółka musi mieć co najmniej trzech założycieli. Kto ma być tym trzecim?

PGNiG na trzeciego założyciela (4 proc. akcji w EuRoPol Gazie) zaproponowało w tej sytuacji spółkę Gas Trading, w której jedną trzecią udziałów miał Bartimpex Aleksandra Gudzowatego, wraz z PGNiG, rosyjskim Gazexportem i niemieckim Wintershallem, operatorem niemieckiej części Jamału. Strony doszły do porozumienia, bo dodatkowy akcjonariusz równoważył siły zainteresowanych. Gas Trading, podobnie jak Bartimpex, miał być pośrednikiem w handlu rosyjskim gazem. Mógł sprzedawać rocznie PGNiG do 2 mld metrów sześciennych i zarabiać na marży dzięki upustom, jakie dostawał od Rosjan.

To wersja Gudzowatego. Politycy mają inną. Ich pogróżki Gudzowaty kwituje ironicznym uśmiechem. – Skoro mnie nie lubią, to jestem gotowy sprzedać swoje udziały. Ale przy poważnej ofercie – zastrzega. Mógł sobie pozwolić na zrezygnowanie z gazowej rury, bo na oku miał już lepszy biznes. Jaki?

Przez wódkę do alg

Oprócz wódczanych interesów miał na oku produkcję oleju napędowego z morskich alg. To technologia znana od lat. Nad jej komercyjnym wykorzystaniem pracuje już kilka firm, m.in. w USA, we Francji czy w Hiszpanii. Ostatnio razem z naukowcami przygotował nawet pilotażową instalację, dzięki której otrzymał paliwo z morskich glonów.

W ostatnich miesiącach zaangażował się w prace nad otwarciem w Jerozolimie Światowego Centrum Tolerancji. Jego celem jest propagowanie tolerancji jako lekarstwa na zagrożenie eskalacją nienawiści we współczesnym świecie.  Oficjalne otwarcie Gudzowaty planował na marzec tego roku. Jak sam mówił, uroczystość miała “rozsławić Polskę”.

Advertisements