Profesor winko

kondrat grupa

Dla Marka Kondrata miłość do wina okazała się tak wielka, że skończył swoją przygodę z aktorstwem. Teraz jednak wraca na szklany ekran. Zamierza uczyć Polaków jak pić, a przy okazji rozkręcać własny winny interes. Czy mu się uda?

Miał już nie wracać. – Nie czuję w ogóle powołania do aktorstwa. Nie wrócę do kina na pewno. Rozstałem się z nim bezpowrotnie – mówił kilka lat temu w wywiadach. Niedawno jednak do mediów trafiła wiadomość, że rozwód Kondrata z aktorstwem się skończył. W Wielkanoc TVN Style ma wyemitować pierwszy odcinek jego nowego programu telewizyjnego. W ,,Podróżach winnych Marka Kondrata” aktor będzie jeździł po Europie, pił i uczył, jak pić. Wino oczywiście. Po co mu taki program, skoro ma własny biznes i kontrakt z bankiem ING, dzięki któremu zarabia milion złotych rocznie?

Kiedy w 2001 roku Kondrat zakładał swój pierwszy sklep Winarium był pionierem. Dla Polaków przywiązanych do krajowej wódki i piwa, wino było wtedy egzotycznym afrodyzjakiem, o którym przypominaliśmy sobie z reguły raz do roku… w Wigilię. Kondrat wierzył, że odkrył kierunek, w jakim ewoluować będą gusta Polaków i uzyska kilkuprocentowy udział w rynku handlu winem. Rzeczywiście – jego pasja zmieniła się w świetnie prosperujący biznes. Sprowadza wina z całego świata, ma 6 własnych sklepów, prowadzi szkolenia i degustacje. Jednak w ciągu kilku lat pod nosem wyrosły mu dyskonty, bękarty uczciwej konkurencji, które zalały polski rynek gatunkowo dobrym winem, ale za znacznie niższą cenę.

Ponad 30 proc. wynoszą udziały dyskontów w sprzedaży wina – szacuje Polska Rada Winiarstwa. Ten udział podwoił się w ciągu 3 lat, a zdaniem ekspertów już w 2015 r. dyskonty mogą opanować połowę polskiego rynku wina o wartości 2 mld zł. Biedronka i Lidl stały się mistrzami w sprzedaży bardzo dobrego wina ,,do trzech dych”. Hiszpańskie Camparron, które znajdziemy w renomowanym przewodniku winiarskim Parkera, Biedronka sprzedaje po 14 zł, a lekkie, włoskie Montelpuciano za 19 zł.

Tymczasem w sklepach Marka Kondrata za najtańsze czerwone wino musimy na dzień dobry wyłożyć 27 zł, a za białe 25zł. Ceny większości butelek w jego sklepach oscylują w granicach: 35-100 zł. Aktor nie może sobie pozwolić na ceny z dyskontów, bo go najzwyczajniej w świecie na to nie stać. Wielkie sieci handlowe mają podpisane wielomilionowe kontrakty z największymi winnicami świata na dostawę najlepszych trunków po niższych cenach. A jak wina zdobywa Kondrat? Podróżuje po całym świecie i zagląda to na Sardynię, to do Portugalii w poszukiwaniu malutkich, rodzinnych winiarni, skąd zamawia skromną dostawę butelek. Wina są rzeczywiście rzadkie, mają bardzo dobrą jakość, ale cena pozostaje zdecydowanie niepolska. Co więc jeszcze może zrobić, żeby przyciągnąć klienta?

Aktor stara się ratować promocjami w stylu: ,,za zakup powyżej 300zł dostawa gratis” albo ,,12 butelek portugalskiego wina za 318 zł”. Jednak to żadna gratka dla szarego Kowalskiego. Dlaczego? Bo Polacy wciąż na winie mało się znają. Żona kilka razy w tygodniu wysyła Kowalskiego do Biedronki po większe zakupy, a ten bierze przy okazji dobre, ale tanie winko na romantyczny wieczór. Jak ma sobie z tym poradzić Kondrat?

Ano może wcielić się w rolę winnego pedagoga, który pokazuje jak wąchać, smakować, połykać – broń Boże nie wypluwać tak, jak robią to profesjonalni testerzy. Kondrat będzie jeździł po świecie i przez szklany ekran zmieniał podniebienia Polaków. Raz naleje sobie do kieliszka wytrawnego Clemente VII Chianti i zahipnotyzuje telewidzów swoim aktorskim głosem. Innym razem pokaże słoneczny winny szlak Francji i rozsmakuje się w delikatnym Pinot Blanc.

Ci, którzy zdążą zapisać sobie nazwę tych świetnych trunków na świstku papieru, odwiedzą internetowy sklepik aktora i zamówią butelkę Clemente za 67 zł pod same drzwi. Bardziej leniwi skoczą do spożywczaka i wezmą pierwszą lepszą butelkę. Kondrat od lat przekonywał, że, żeby wino pić nie trzeba się wcale na nim znać. – Sam nie jestem koneserem – powtarza aktor. Co więc za różnica czy kupimy je od niego samego czy w osiedlowym sklepiku u pani Heni?

Advertisements