Ekolodzy wysadzają Kulczyka

kulkul

Aż sześć organizacji ekologicznych chce unieważnienia decyzji środowiskowej dla budowanej przez Jana Kulczyka elektrowni Północ. Węglowa siłownia o mocy 2 GW ma powstać w miejscowości Rajkowy koło Pelplina w Pomorskiem. Jest największą tego typu inwestycją w Europie.
Na sama słowo węgiel ekologom ręce zaciskają się w pięści. Grzeją klawiatury i drukują tony papierowych protestów, które lądują na biurku Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Dyrektor Michał Kiełsznia rozkłada ręce, bo ekoroszczenia trzeba przecież sprawdzić.
Tym razem chodzi o rzekę, a konkretniej ryby pływające w dolnym biegu Wisły. Ewentualny zrzut ścieków z Kulczykowej elektrowni do wiślanego nurtu miałby podnieść temperaturę wody o dwa stopnie Celsjusza. Tymczasem w rozporządzeniu ministra środowiska stoi jak wół, że w takich wypadkach temperatura może wzrosnąć tylko o półtorej kreski. Kulczyk przeholował o pół stopnia i skarga gotowa.
– Ryby reagują nawet na znacznie niższe zmiany temperatury niż 0,5 st. C. W przypadku dolnej Wisły najbardziej narażone będą gatunki wędrowne: łosoś atlantycki, troć wędrowna, jesiotr ostronosy i minóg rzeczny – ostrzega dr inż. Grzegorz Radtke, ichtiolog z Instytutu Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie, autor ekspertyzy pokazującej wpływ elektrowni na przyrodę dolnej Wisły.
Ekolodzy? Niech się nie wtrącają w nasze sprawy. Tu cała wieś jest za elektrownią! – zaklina się Jan Krajnik, sołtys liczącej 1700 mieszkańców wsi Rajkowy w gminie Pelplin na Pomorzu. Obok wsi ziemia żyzna. Od wieków dobrze rosły tu buraki i rzepak, ale kilku rolników z chęcią odsprzedało grunty, żeby na 200 ha powstała elektrownia. Przy budowie Elektrowni Północ pracę znajdzie ok. 3 tys. osób. Przy samej obsłudze zatrudnionych zostanie ok. tysiąca osób.
Czcza gadanina. Ekolodzy wiedzą swoje i uczepili się Pelplina na dobre. 15 września 2011 na wniosek organizacji ekologicznej ClientEarth minister środowiska uchylił pozwolenie zintegrowane dla inwestycji, a 14 lutego 2012 na wniosek tej samej instytucji w tandemie z inną organizacją Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku odmówił pozwolenia na budowę.
Według inwestora – spółki Elektrownia Północ należącej do Kulczyk Investments – takie działanie to jedna z nielicznych możliwości podważenia uprawomocnionej decyzji, a jednocześnie typowa metoda wykorzystywania słabości polskich przepisów do opóźniania inwestycji.
Ale Kulczyk takie metody zna od dawien dawna. Jeszcze niedawno musiał wyłożyć 700 mln zł na specjalne przejścia dla zwierząt, które miały połączyć dwie strony lasu przecięte przez ,,kulczykówkę”, jak nazywa się odcinek autostrady A2 łączącej Poznań z granicą państwa. Kładki nad trasą stoją puste. Czasem przebiegnie nimi spłoszona sarenka, głuchą nocą przeturla się jeż. Mimo wszystko kasę trzeba było wyłożyć, bo biznesmen nie ma możliwości podważania decyzji środowiskowych. Koszt jednego przejścia dla mieszkańców lasu wyniósł go wtedy bagatela 20 mln zł, czyli tyle ile roczny budżet średniej wielkości gminy w Polsce. Co można by za taką kwotę wybudować? W Mierzynie (woj.zachodniopomorskie) postawiliby całą szkołę razem z salą gimnastyczną i zagospodarowaniem terenu. W Rychłocicach (woj. łódzkie) powstałby nowy most nad Wartą, na który okoliczni mieszkańcy czekają od lat.
Żeby było śmieszniej córka najbogatszego Polaka Dominika Kulczyk-Lubomirska jest założycielką i panią wiceprezes polskiego oddziału międzynarodowej organizacji Green Cross. To trzecia co do wielkości pozarządowa globalna organizacja ekologiczna założona przez Michaiła Gorbaczowa w 1993 r. Właśnie obchodzi swoje dwudziestolecie. Funkcję przewodniczącego Rady Dyrektorów w GC pełni sam dr Jan Kulczyk. Co z tego… Wśród ekologów nie ma równych i równiejszych. Budowę elektrowni Północ w lutym zeszłego roku skutecznie zablokowała organizacja Eko-Kociewie ze wsi Lignowy Szlacheckie. Mieszka w niej zaledwie 700 osób.

Advertisements