Wykształceni vs. ośla ławka

Dlaczego nie iść na Harvard. Historia czterech miliarderów z zawodówek i jednego wykształciucha.

– U nas na Harvardzie w takich sytuacjach mówiło się, że… – żeby w ten sposób wymądrzyć się przy partyjce golfa biznesmeni muszą zapłacić co najmniej 75 tys. dolarów, bo tyle kosztuje 8-tygodniowy kurs Advanced Management Program na Harvardzie. Studia rozpoczął we wrześniu Leszek Czarnecki, jeden z najbogatszych Polaków. Po co mu to? Ma przecież majątek liczony w miliardach, jest twórcą i współwłaścicielem Getin Holdingu, banków i firmy ubezpieczeniowej. Napisał już dwie niezłe książki biznesowe, na naszym blogu macie jedną z jego prezentacji.
No właśnie, ale jak przyjdzie co do czego na polu golfowym, to i jakiś wymuskany, metroseksualny 30-latek z funduszu Warrena Buffetta zapyta go: – Że niby co skończyłeś? Inżynierię sanitarną?

Jeśli się nie skończyło renomowanej uczelni, to potem trzeba nadganiać, inaczej śmiech w towarzystwie. Kurs, na który wybrał się miliarder to intensywna wersja studiów MBA na najbardziej prestiżowej uczelni na świecie. Czy powodzenie w interesach zależy od wykształcenia? Nie. A oto żywe dowody:
Dariusz Miłek, założyciel i główny akcjonariusz firmy CCC, największego sprzedawcy butów w Polsce ma skromne średnie wykształcenie. Pochodzi z Lubina i skończyłby zapewne na przodku w KGHM gdyby nie talent i moc w nogach. Miłek był kolarzem, a pedałował nie gorzej niż Halupczok czy Zamana. Jak w latach 80′ wyjechał na jakiś zagraniczny wyścig to polował na ekstra płatne lotne premie. Gdy tylko skończyła się jego robota (odcinki po płaskim) od razu urywał się z peletonu. Z nagród, po kilkaset marek niemieckich, dolarów czy funtów miał przecież spory kapitał biznesowy. Kupował więc magnetowidy (miał pierwsze wideo w Lubinie) i wszelki zagraniczny towar sprzedawany następnie na bazarze. Potem miał stoiska z obuwiem, potem kilka, następnie hurtownię… i tak dalej. Dziś biznes jest warty ponad 2 miliardy złotych.

Zygmunta Solorza-Żaka nie trzeba chyba przedstawiać. Urodził się w Radomiu w 1956 r. Jego ojciec nie mógł utrzymywać sześcioosobowej rodziny, bo po ciężkiej chorobie był sparaliżowany. Matka pracowała przy rozładunku węgla. Ukończył zawodówkę, a potem technikum przy Zakładach Mechanizacji Budownictwa „Zremb”. Nauki nie lubił, książek nie czytał, ale szkoła dała mu szansę na płatne praktyki. Za zarobione tam pieniądze pojechał w swoją pierwszą zagraniczną podróż – do NRD.
Przełomowy okazał się kolejny wyjazd. W 1977 r. z dwoma kolegami wyjechał do Bułgarii, tyle że w drodze zmienili plany: postanowili wyjechać na Zachód. Solorz najpierw dotarł do Austrii, potem do RFN. Podróżował fiatem 125p, który kupił za pieniądze zarobione na drobnym handlu między PRL a NRD. Zaczął prowadzić firmę żony, Solorz Import-Export. Od 1988 r. zbijał majątek na sprowadzaniu do Polski używanych samochodów, m.in. wartburgów i dacii.
Jak już został milionerem założył własną telewizję Polsat, a potem przyszedł czas na telekomunikację. Aby w 2011 roku kupić Polkomtel musiał prowadzić grę pomiędzy jego udziałowcami. Po jednej stronie Vodafone, Orlen, KGHM, Węglokoks i PGE reprezentowane przez menedżerów o nienagannych manierach i z dyplomami MBA. Z drugiej strony chłopak z Radomia, który nigdy nie przekroczył progu wyższej uczelni, etykietę traktuje dość swobodnie, i który biznes zaczynał od handlu zniczami na cmentarzu w Radomiu.

Co ciekawe Zygmunt Solorz Żak i Dariusz Miłek bardzo się lubią tworząc alternatywne środowisko dla biznesowych wykształciuchów (Jana Kulczyka, nazywanego “Doktorem Janem” i jego towarzystwa). Grają w tenisa, odwiedzają się wzajemnie na imprezach czy to Polsatu, czy to otwarciu galerii handlowej w Lubinie.

Józef Wojciechowski założyciel i akcjonariusz JW Construction to kariera w stylu “American dream”. Urodził się 1947 r. w małej wsi w dawnym województwie koszalińskim. Podczas pieszych wędrówek błotnistą drogą do szkoły miał sporo czasu, by znienawidzić rzeczywistość socjalistycznej Polski. Wojciechowski skończył w Gdańsku technikum spożywcze. Już w szkole zaczął zarabiać zgoła niesocjalistycznymi metodami. Rozładowywał w browarze wagony z piwem. Odkupywał niewielką część deficytowego ładunku i sprzedawał kolegom z internatu. To wtedy odkrył w sobie duszę sprzedawcy i po dwumiesięcznym kursie, w wieku 19 lat, został kierownikiem sklepu, potem przetwórni mięsnej i restauracji. Po kilku latach miał już sześć knajp. Już jako bogaty 20-latek ukończył studia ekonomiczne w Sopocie. Wyjechał do Szwecji, a później do USA gdzie prowadził firmę budowlaną.

Jest też Roman Karkosik, W 1970 roku ukończył klasę mechaniczną Technikum Cukrowniczego w Toruniu. Jest technikiem mechanikiem o specjalności budowa maszyn i urządzeń przemysłu cukrowniczego. Od końca lat 70. miał prowadzić w Czernikowie bar, później zaś fabrykę napojów. W 1989 rozpoczął produkcję przewodów i kabli. Działalność tę prowadzi nadal jako osoba fizyczna pod szyldem KARO – Roman Karkosik. By pozyskiwać potrzebny surowiec (metale kolorowe) otworzył sieć punktów skupu złomu. W 1991 rozpoczął działalność na rynku tworzyw sztucznych, produkując butelki typu PET do napojów. Od 1993, razem z żoną Grażyną inwestuje na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Wsławili się inwestycjami w wiele zakładów produkcyjnych, które restrukturyzowali i odsprzedawali z zyskiem. Obecnie jest głównym akcjonariuszem spółki Boryszew, Skotan, Alchemia, a jego majątek jest szacowany na 3 mld złotych.

Jeśli zamierzasz wydać kupę dolarów na renomowane studia, to lepiej zainwestuj te pieniądze we własny biznes. Na dyplom z Harvardu nigdy nie jest za późno!

20130930-231845.jpg

Advertisements