Kryminalna tajemnica ryby z Biedronki

kicerman

Biznesmen z Olsztyna uciekając przed bandytami ukrywał się w Australii. Tak trafił na biznes warty miliony złotych. Dziś chce podbić stoły Polaków.

 

Historia rodem z filmu sensacyjnego. Jeśli robicie zakupy w Biedronce być może zauważyliście nowy produkt – świeże filety z tilapii na zafoliowanych tackach. To produkt firmy Global Fish, pierwszej polskiej fabryki ryb – jak mówi się o zamkniętych pod dachem hodowlach. Firma znajduje się pod Płońskiem koło Warszawy. Planują dostarczać na rynek 1,2 tys. ton świeżej ryby co przełoży się na 30-40 mln przychodów w 2013 roku. Jednym z menedżerów i udziałowców biznesu jest Jakob Kicerman, pochodzący z Olsztyna syn restauratora Jacka Kicermana.

Teraz  dochodzimy do wątku kryminalnego. 13 lat temu w Olsztynie podczas głośnej serii porwań tamtejszych biznesmenów, ofiarą bandytów padł również Jakob, wówczas nastolatek. Bandyci porwali go, gdy szedł do szkoły. W bagażniku samochodu  zawieźli aż pod Łódź i tam więzili w piwnicy. Rodzina miała zapłacić wysoki okup. Jednak Jakob wykazał się niesamowitym instynktem przetrwania.

Już drodze rozdrapywał sobie nadgarstki, aby wyglądały na poranione od kajdanek. Uprosił porywaczy żeby nieco je poluźnili. W nocy uwolnił się i uciekł z piwnicy przez małe okienko.  Przeczuwał, że bandyci będą patrolować drogi, dlatego przez wiele godzin przekradał się lasem, a potem torowiskiem. Tak dotarł do cywilizacji, uzyskał pomoc, a wkrótce potem porywaczy aresztowano.

Ale to nie koniec problemów. Rodzina Kicermanów jak i całe środowisko olsztyńskiego biznesu było terroryzowane przez bandę “Orzełka”, “Trolla” i “Predatora”. W obawie przed kolejnymi atakami biznesmen ukrył syna aż w Australii.

Pewnego razu lecąc na jego urodziny siedział w samolocie obok Grega Casha – światowego guru rybnego biznesu. Od słowa do słowa Kicerman wracając do Polski miał już w teczce patent na hodowlę australijskiego przysmaku Aborygenów – drapieżnej ryby barramundi. W ciągu kilku lat egzotyczna ryba stała się hitem menu restauracji nad olsztyńskim jeziorem. Dziś Kicerman sprzedaje więcej barramundi niż szczupaków, sandaczy czy linów, które może łowić z pomostu przed knajpką.

Ekskluzywna ryba trafiła do menu restauracji Polskiej Rady Biznesu w Warszawie.

– Pewnego dnia zainteresowałem się  produktem. Skąd ta ryba  trafia na stół i jak działa ten biznes – mówi Marian Owerko, biznesmen, inwestor giełdowy  i założyciel giełdowej spółki Bakalland.

W tym czasie Kicermanowie szukali nowych pomysłów na hodowlę ryb w większej skali niż barramundi. Wspólnie postanowili zainwestować w hodowlę tilapii. To bardzo znany gatunek w biznesie rybnym. Jej naturalnym środowiskiem są rzeki i jeziora Afryki oraz krajów Lewantu. To właśnie z pyszczka tilapii, złapanej w jeziorze Galilejskim apostoł Piotr wyjął monetę didrachmową aby zapłacić podatek na budowę świątyni w Jerozolimie. Cudownie rozmnażając dwie tilapie i pięć chlebów Jezus wykarmił 5 tys. ludzi, słuchających jego nauk. Współczesna kariera biblijnej ryby rozpoczęła się około 5-6 lat temu  kiedy rozpoczęto jej hodowlę na przemysłowa skalę.

Zyski z tilapiowego przemysłu nazywanego już „fish low-cost”, stały się na tyle pokaźne, że naukowcy na całym świecie zaczęli pracować nad technologią hodowli tej ryby również w krajach o chłodnym klimacie i zimnych wodach. Liderami opracowującymi know-how tiliapiowego biznesu stały się firmy z Holandii oraz Izraela, skąd właśnie pochodzi projekt i technologia hodowli polskiej firmy Global Fish.

Jakob Kicerman, który szczęśliwie powrócił z Antypodów i dziś jest jednym z menedżerów hodowli pod Płońskiem, oprowadzając po hodowli macha ręką nad powierzchnią wody wielkiego betonowego zbiornika. Pływająca w nim ławica malutkich pomarańczowych tilapii podąża za jego ręką. Kicerman bawi się z rybami. – Jeszcze niedawno były jak kijaneczki, a teraz już proszę jak wyrosły – mówi pieszczotliwie.  Czy złociste tilapie zmienią się w strumień gotówki?

Advertisements