Dlaczego Kulczyk znalazł się na celowniku kelnerów?

kulc

Dlaczego Kulczyk spotykał się z urzędnikami? Kwitnące części jego imperium to te wymagające dogadywania się z państwem

W najnowszej odsłonie afery podsłuchowej ,,Gazeta Wyborcza” i tygodnik ,,Do Rzeczy” publikują coraz więcej szczegółów o rozmowach Jana Kulczyka z kluczowymi urzędnikami w Polsce. O prywatyzacji Ciechu Jan Kulczyk miał rozmawiać z Pawłem Grasiem, a dwa lub trzykrotnie z Pawłem Tamborskim, wiceministrem skarbu. Jana Krzysztofa Bieleckiego pytał jak dotrzeć do najbliższych współpracowników premiera Donalda Tuska. Radosław Sikorski – ówczesny szef MSZ i Jan Kulczyk rozmawiali o interesach na Ukrainie i możliwości powołania Sikorskiego na unijnego komisarza ds. energetyki.

Przedstawiciele Kulczyk Investments nie chcą komentować sprawy. Jeśli zeznania jednego z nagrywających rozmowy kelnerów są prawdą, mamy obraz tego w jakiej skali fortuna najbogatszego z Polaków zależy od nieoficjalnych kontaktów z władzą. Wygląda bowiem na to, że w biznesowym imperium Jana Kulczyka rozkwitają te gałęzie, których los zależał lub zależy od biznesów z państwem, decyzji urzędnika, przychylności ministra itp. Tam, gdzie biznesmen lub jego współpracownicy muszą sami zakasać rękawy biznes idzie jak po grudzie. Jaka jest więc tajemnica talentu biznesowego Jana Kulczyka?

Nawarzył piwa, prywatyzując

W najnowszej edycji listy 100 najbogatszych Polaków ,,Forbes” zauważa, że największym składnikiem majątku najbogatszego Polaka jest wyceniany na prawie 9 mld zł pakiet akcji SabMiller – globalnego potentata produkcji piwa. Największy sukces Jana Kulczyka zaczął się od prywatyzacji Browarów Wielkopolskich Lech w 1993 roku. Trzy lata później kontrolę nad browarem przejął koncern SABMiller. Wspólnie z Kulczykiem przejęli jeszcze browar w Tychach, co dało początek Kompanii Piwowarskiej – obecnie największy w Polsce producent piwa. 28 proc. udziałów w Kompanii Jan Kulczyk zamienił w 2009 roku na niecałe 3,6 proc. akcji globalnego SABMillera. Od tamtej spory dużo zyskały na wartości.

Do dziś Kulczyk obrusza się jeśli ktoś zada mu pytanie w rodzaju, ile zarobił na prywatyzacji. Twierdzi, że nic. – Muszę znaleźć jakiś olbrzymi głaz i wyryć to wielkimi literami. Nigdy nie dorobiłem się na prywatyzacji. Ja inwestowałem w państwowe firmy, a to zupełnie inna historia – tłumaczył Kulczyk. Według niego browary Lech były przestarzałe i nie przedstawiały takiego potencjału jak kilka lat później. Ich nabycie oznaczało tylko koszty. dopiero gdy biznesmen zainwestował w nie grube miliony i znalazł potężnego wspólnika, biznes ukazał się w pełnej krasie. Podobnie miało być z fabryką aut użytkowych Volkswagena w Poznaniu, w której miał udziały. Kulczyk ledwo przekonał Niemców że „zakład, w którym kilku dziadków klepało młotkiem Tarpany” przedstawia jakąkolwiek wartość.

Autostrada za miliard

Kiedy na pół roku przed Euro 2012 Kulczyk otwierał nowy odcinek Autostrady Wielkopolskiej (ma ok. jednej trzeciej udziałów w przedsięwzięciu), wyceniał ten biznes na okrągły miliard złotych. Nie byłoby tego składnika w portfelu najbogatszego Polaka gdyby nie państwowa koncesja na budowę i eksploatację trasy. Na kwitnący biznes zwraca uwagę magazyn ,,Forbes”, podając, że wpływy ze 150-kilometrowego odcinka z Konina do Nowego Tomyśla wyniosły 433 mln zł. Na drugim odcinku ze Świecka do Tomyśla (106 km), aż 709 mln złotych.

Na początku roku zarządzający A2 po raz kolejny zafundowali kierowcom aut osobowych podwyżkę. Wtedy okazało się, że umowa koncesyjna jest skonstruowana tak, że między Nowym Tomyślem a Koninem AWSA sama wyznacza wysokość stawek. Zatrzymuje potem wszystkie wpływy, w zamian ponosząc całość kosztów utrzymania drogi. Inne zasady obowiązują na odcinku prowadzącym do Świecka. Stawki za przyjazd negocjuje i ustala minister, a koncesjonariusz pobiera od państwa stałą opłatę za dostępność – kilkaset milionów złotych.

Po ile ten Ciech?

Świetny interes spółka Kulczyka zrobiła na kupnie akcji chemicznej firmy Ciech rok temu. Tu pomyślność operacji skupu walorów spółki zależała od tego, czy skarb państwa zgodzi się sprzedać swój pakiet 37 proc. akcji. – Niczego sobie nie załatwiliśmy. Kupowaliśmy akcje powyżej ceny rynkowej. Całkowicie transparentna transakcja – przekonywał jeden ze współpracowników Jana Kulczyka. Po co więc były Kulczykowi spotkania z politykami w restauracjach? Można tylko snuć spekulacje, że mogły służyć wybadaniu urzędników za ile zgodzą się sprzedać swoje akcje. Bez nich, jak wskazuje rozliczenie transakcji, Kulczyk nie zdołałaby przejąć kontroli nad firmą. Początkowo cena na wezwaniu wynosiła 29,50 zł za akcję, by wzrosnąć do 31 zł. Teraz akcje Ciechu są wyceniane na 50 złotych. o oznacza, że pakiet Jana Kulczyka zdrożał o ok. 450 mln zł.

Biznesowa machina Kulczyka jakoś zaciera się kiedy przedsiębiorca jest zdany tylko na siebie, pomysłowość i pracę współpracowników. Tak było z Kulczyk Oil Ventures (obecnie Serinus), która zajmuje się poszukiwaniem i wydobyciem ropy i gazu. Na Ukrainie cześć gazonośnych pól dostała się w ręce separatystów – akcje głównego inwestora straciły wtedy na wartości 400 mln zł. Inwestorzy byli rozczarowani słabymi postępami poszukiwań mitycznej ropy w Brunei. Pisaliśmy o tym, że przeszacował z optymizmem wydobycie ropy w Nigerii.

Energia bez voltów

Jan Kulczyk ma też plan stworzenia niezależnej prywatnej grupy energetycznej. Jej sercem jest giełdowa spółka Polenergia (63 proc. akcji ma Kulczyk Investments). Przynosi zyski ze sprzedaży energii z farm wiatrowych, ale … jeden z jej sztandarowych projektów – budowa Elektrowni Północ – zatrzymała się. Działalność prawników ekologicznej organizacji Client Earth (sprzeciwiają się budowie węglowych elektrowni) doprowadziła do cofnięcia pozwolenia na budowę. I to w momencie gdy Kulczyk ma już podpisane kontrakty z wykonawcą budowy Alstom oraz dostawcą węgla kopalnią Bogdanka. „Zieloni prawnicy” obnażają słabe przygotowanie inwestycji. Przyznają, że mankamenty w dokumentacji pozwoliły na oprotestowanie budowy.

Do biznesowych porażek najbogatszego Polaka należy zapisać dwa projekty związane z nieruchomościami. Do spółki z Larrym Silversteinem, znanym nowojorskim inwestorem branży nieruchomości, w 2013 roku kupił budynek biurowy Holland Park, w którym mieściła się kwatera główna banku ING. Gdy bankowcy opuścili biurowiec, Piotr Krawczyński z zarządu firmy Kulczyk Silverstein Properties zapowiadał „wielkie wydarzenie”, że po remoncie „budynek będzie początkiem warszawskiego high street”. Przyciągając najbardziej luksusowe marki świata, zmieni oblicze placu Trzech Krzyży. Coś jednak poszło nie tak skoro dziś na wystawie zobaczycie posrebrzane farbą trampki i tęczową drabinę. Remont się opóźnia, zarządzający udostępnili witryny budynku awangardowym artystom. Na razie efektu „high street” nie ma.

Nie wypaliły też plany budowy drapacza chmur, określanego jako Kulczyk Tower. Planowana przy ulicy Chmielnej w Warszawie wieża liczyła sobie 282 metry. Ze względu awaryjnych tor podejścia samolotów do lotniska na Okęciu skrócono do 130 metrów. Według ostatnich doniesień Tower zmniejszył się do 79 metrów. Dziwne, bo całkiem niedaleko rosną w najlepsze wieżowiec Warsaw Tower belgijskiego inwestora Ghelamco oraz 150-metrowy Q22 – inwestycja spółki Michała Sołowowa.

Moze jest więc tak, ze przedsiębiorca wychowany jeszcze w PRL nie jest wstanie odnaleźć się w nowoczesnej, kapitalistycznej rzeczywistości. A żeby któryś z biznesów wypalił, trzeba rozmawiać. Często i długo. W dobrych restauracjach.

Advertisements