Co Piotr K. miał zeznać w prokuraturze?

Piotrek

Bezrobotny i na utrzymaniu rodziny. Bez zarobków, majątku i miejsca zameldowania. Śpi tam, skąd wysyła Polakom lewy towar, czyli mieszkaniu swojej matki na warszawskim Mokotowie. Jeszcze parę lat temu w tym samym miejscu polscy aktorzy i celebryci wstrzykiwali sobie botoks.

Pętla na szyi Piotra K. zaciska się coraz mocniej. Do warszawskiej prokuratury trafiło już kilkaset zawiadomień od osób poszkodowanych przez podejrzane suplementy diety  – nowy pomysł na biznes najmłodszego polskiego milionera – jak kilka lat temu Piotrka nazywały czołowe media w kraju.

Suplementy sprzedaje tam, gdzie stawiał pierwsze kroki w biznesie. To mieszkanie jego matki. Przed laty zaadaptowane na siedzibę kliniki medycyny estetycznej Estinity. To tam aktor Jacek Poniedziałek i była wicemiss Polonia Ilona Felicjańska w błysku fleszy wstrzykiwali sobie botoks. Dzisiaj w tym samym miejscu najwytrwalsi i najwierniejsi fani biznesowych fantazji Piotrka pakują i wysyłają Polakom cudowne specyfiki na raka wątroby, porost włosów, powiększanie piersi i penisa.

Żaden z nich nie leczy, chociaż Piotrek obiecuje tak w reklamach. Żaden z nich nie jest zarejestrowany w Generalnym Inspektoracie Sanitarnym, chociaż tego wymaga prawo. Żaden nie jest wytwarzany przez firmę Piotrka, tylko spółkę zarejestrowaną w raju podatkowym. Młody biznesmen ma takich kilka, chociaż żadna do niego formalnie nie należy. Za słupy przy rejestracji posłużyli mu: własna matka i lojalni koledzy. Kasa wpływa na konta, do których karty ma tylko Piotr. Słupom pozostało opalanie się w blasku jego sukcesu i pieniędzy, bo na nielegalnym obrocie suplementami Piotr mógł się dorobić już nawet 3 mln zł.

Historię młodego przedsiębiorcy podłapała w 2012 r. publiczna telewizja, robiąc z niego najmłodszego milionera w Polsce. Piotrek miał wtedy 20 lat. – Albert Einstein powiedział, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy i to prawda. This is it! – odpowiedział, kiedy dziennikarze zapytali go, jakim cudem w tym wieku otworzył klinikę medycyny estetycznej. Sprzedawał wtedy historię o handlu chrząszczami, graniu w teledyskach, ascetycznym oszczędzaniu. Odtykał sobie od ust nawet drożdżówki. Kosztowały na jego osiedlu 1,20 zł za sztukę.

– Jestem ciekaw co za dwa lata będzie mówił jak go tutaj zaprosimy. Przyjdzie do nas ze służbą i podjedzie lamborghini – żegnali go dziennikarze po wywiadzie w TVP. Od tamtego wywiadu minęły już 3 lata.

Prezenterzy publicznej telewizji okazali się wizjonerami większymi od Nostradamusa. On nie przewidział kiedy nastąpi koniec świata, oni przewidzieli kiedy Piotrek będzie miał lamborghini. Rzeczywiście można go zobaczyć na ulicach Warszawy, pomykającego żółtym modelem gallardo. Kilkanaście dni temu odjechał nim z piskiem opon po tym jak roztrzaskał kamerę dziennikarce TTV.

Problem w tym, że biorąc pod uwagę to, co miał zeznać w warszawskiej prokuraturze oraz to, co mówią o nim znajomi, to w praktyce nie powinno go być stać nawet na najtańszą komunikację miejską w stolicy, czyli 20-minutowy ulgowy bilet za 1,70 zł.

Miał powiedzieć, że nie ma żadnych własnych dochodów, stanowiska służbowego, ani miejsca pracy. Nie posiada również stanu majątkowego i miejsca zameldowania. Wiadomo też, że był leczony neurologicznie.

Advertisements