Kto zepsuł pączki Blikle?

blikle

Dramatyczne oświadczenie Andrzeja Blikle. ,,To już nie moja firma”. Słynny mistrz pączków wstydzi się jakości, jaką zafundowali mu ,,profesjonalni prezesi”.

76-letni Andrzej Blikle, guru firm rodzinnych, zamieścił na swoim Facebooku dramatyczne oświadczenie. Prosi w nim, aby nie kierować już do niego żadnej korespondencji oraz głosów w sprawach firmy, ponieważ, i tutaj cytat: ,,czuję się w obowiązku poinformować Państwa, że od grudnia 2010 r. nie zarządzam już moją rodzinną firmą, a od grudnia 2012 roku rodzina Blikle nie ma żadnego wpływu na dokonujące się w firmie przekształcenia.”

Na pytania zdziwionych znajomych Blikle odpowiada: ,,Jestem jeszcze udziałowcem, ale już niewiele znaczącym. Myślę, że Zielona Budka to dobra analogia. Więcej niestety powiedzieć nie mogę. I oczywiście nie jest mi z tym najlepiej.”

My sprawdziliśmy o co chodzi. Blikle ma dość pretensji. We wszelkich serwisach gastronomicznych na firmę sypią się złe recenzje, że nie wspomnę o słynnej aferze z suchymi pączkami w ostatni tłusty czwartek. Jakość rodzinnej firmy spadła ostatnio poniżej progu bólu klientów. Nie chcą już płacić wysokich cen na zaledwie przeciętne produkty. Frustracji Bliklego też nie ma się co dziwić. Niecałe 10 lat temu na czysto zarabiał milion złotych rocznie. Teraz nie daje rady konkurencji.

Kto gra w pączka?

W samej firmie najwięcej do powiedzenia mają teraz dwie osoby: przedstawiciel funduszu Vertigo, który w 2012 r. wyłożył kilka milionów złotych na rozwój biznesu rodziny Blikle oraz hrabia Piniński, prywatny udziałowiec. Vertigo to fundusz inwestujący między innymi w polską sieć barów Hard Rock Cafe. Piniński to potomek polskich arystokratów ze Szkocji. To oni stali za wynajęciem w 2012 roku Marka Forkuna, nowego prezesa rodzinnej firmy. Miał posprzątać brudy jakich narobił Łukasz Blikle, przywrócić firmie zyskowność, rozwinąć skalę i sprzedać na giełdzie.

Ostatni z rodu Łukasz Blikle, rządził tam od początku 2011 r. do jesieni 2012 r. Zwolnił dyrektora finansowego, kierownika biura, szefa działu kadr i dwóch kierowników magazynów oraz kierownika działu rozwoju nowych produktów. Blikle nie miał też skrupułów, by pożegnać się z głównym technologiem, związanym z firmą od wielu lat i cenionym przez poprzedniego prezesa specjalistą, odpowiadającym w największej mierze za smak słodkości serwowanych w cukierniach. Łukasz Blikle brzydził się współpracą z sieciami handlowymi, które miały obniżać renomę luksusowych produktów.

Mark Forkun na odwrót. Ten Brytyjczyk pracujący wcześniej dla Toyota i firmy doradczej PwC nauczył się ładnie wymawiać słówko ,,ciasteczka” i chciał sprzedawać je na ekskluzywnych półkach hipermarketów. Ograniczył liczbę produktów z 400 do 100, co obniżyło koszty firmy. Jednak forsował szaloną tezę, jakoby podkreślanie 140 lat tradycji Blikle było passé. Zlecił zaprojektowanie nowych kafejek. Z badań płynęły niepokojące sygnały, że przeciętny klient cukierni Bliklego ma 47 lat. Gdzie młodzi? W Starbucksie i Costa Caffe. Na ulicy Nowy Świat w Warszawie, na której znajduje się flagowy lokal Bliklego, powstało co najmniej kilkanaście innych cukierni i kawiarni oferujących ciastko i kawę, często pod szyldem międzynarodowych sieciówek.

Pączkowa prezessa

Obecnie prezesem A.Blikle jest Renata Maroszek, wcześniej pracująca m.in. w Coty, Sephorze i BZ WBK. Ta z kolei uznała, że marka jest zbyt mało dostępna i musi otwierać lokale partnerskie. Na szybko i z przypadkowymi wspólnikami. Dopiero ci pokazali jak można obniżyć jakość obsługi i że w środę da się zarobić na sprzedaży pączka z niedzieli. Podsumujmy. W 2011 r. przychody ze sprzedaży produktów spadły o 20 proc. Przy 17 mln zł wpływów do kasy cukiernie miały 319 tys. zł strat. Nie pierwszy raz. Począwszy od 2007 r., przy rocznych przychodach rzędu 23-24 mln zł, Blikle notował od 63 do ponad 300 tys. zł strat. Za 2014 rok straty miały wynieść już 2,5 mln zł . Dziwne bo jeszcze w 2006 r. Blikle zarabiał prawie milion złotych na czysto.

– Wytwórczość nie polega na kupowaniu tanio i sprzedawaniu drogo. Jest to proces kupowania materiałów za godziwą cenę, a następnie przetwarzania tych materiałów, przy możliwie najniższych kosztach, na produkty oferowane konsumentowi. Hazard, spekulacja i cwaniactwo prowadzą jedynie do unicestwienia takich działań – twierdzi prof. Blikle. Polska byłaby pięknym i bogatym krajem, gdyby takich Bliklów była większość. Niestety w handlu obowiązuje zasada znajdź głupszego od siebie i orżnij go. Choć przykro pisać, nie sprawdziły się teorie profesora, że pracowników należy traktować po partnersku, uczciwie wynagradzać, nie karać zbytnio za błędy, bo sami znajdą motywację do poprawienia się.

Blikle była chyba jedyną firmą w Poslce, gdzie gdy klient skarżył się na suchego, wczorajszego pączka, nie szukano winnego. Szukano pięciu powodów, dlaczego tak się stało, i przygotowywano systemowe rozwiązanie, zapobiegające podaniu nieświeżego pączka w przyszłości. Metody może fajne, ale biznes po pierwsze ma przynosić zyski.

Advertisements