Stokłosa: powrót ze smrodu

100Jednych miał bić po głowie parcianym pasem, innych okładać pięściami po głowie i zamykać na całą noc w garażu. Dzisiaj Henryk Stokłosa powoli oczyszcza się z brudnych zarzutów swoich pracowników. Ale wychodzenie z aferalnego szamba nie przychodzi łatwo.

,,Było około 23, kiedy przyjechał do mnie kierownik z kierowcą i powiedzieli, że mam pojechać na rozmowę do szefa. Poproszono mnie na górę do pokoju i zostałem oskarżony o kradzież. Było tam kilka osób. Gdy nie chciałem się przyznać, pan Stokłosa kazał innym wyjść. Zostałem z nim i z jednym ochroniarzem. Byłem straszony, żebym się przyznał. Pan Stokłosa zaszedł mnie od tyłu i zaczął bić paskiem w głowę. Po chwili spadłem z krzesła i zobaczyłem, że krwawię” – relacjonował przed sądem Marian G., jeden z pracowników Farmutilu, rolniczego kombinatu Henryka Stokłosy.
To w ten sposób znany senator i biznesmen z Piły miał rozprawiać się ze złodziejami węgla, grasującymi po jego gospodarstwie. Bić i zamykać na całą noc w garażu. Tam rozbierać do naga i dalej bić. I pasem po plecach, i pięściami po głowie. Takich tortur nie powstydziliby się nawet najbardziej wyrafinowani łowcy okupów.
Dzisiaj okazuje się, że zarzuty, które przez lata ciągnęły się za Stokłosą jak najgorszy smród to wybujała fantazja zawistnych pracowników. Przyłapani na kradzieży, nie mogli pogodzić się z wylaniem z pracy. Poszli więc do sądu, gdzie w akcie zemsty roztaczali wizje o surowej ręce gospodarza.
Do tej pory na Stokłosie ciążyło 21 zarzutów. Oprócz tych dotyczących bicia pracowników, na liście były też oszustwa, wyłudzanie dotacji unijnych, zanieczyszczanie środowiska i znowu korupcja. Dzisiaj znany Senator musi wybronić się już tylko z sześciu.
Klątwa ochroniarza
Stokłosa do żadnego z zarzutów się nie przyznał. Wszystkie uważa za wyssane z palca. Kiedy przed laty jeden z dziennikarzy wysłał do niego maila w sprawie jednej z wielu afer (większość opisywaliśmy tutaj), ten od razu do niego osobiście oddzwonił z tekstem: – Panie redaktorze, wszystko zmierza w dobrym kierunku. W stronę uniewinnienia. Zarzuty są bzdurne. Niech pan przyjedzie na wódeczkę do Śmiłowa, to wszystko opowiem. – dorzucił.
To w okolicach Piły jeszcze w latach 80. założył Farmutil. Wtedy małą firemkę zajmującą się utylizacją odpadów mięsnych. (Tutaj fajny filmik z tamtego okresu) Dzisiaj holding kilkudziesięciu spółek: od tych zajmujących się chowem i ubojem zwierząt, po laboratoria, sklepy, restauracje, a nawet media. Rocznie wszystkie biznesy dają mu 2 mld zł przychodów.
I chociaż Stokłosa powoli zaczyna wychodzić z aferalnego szamba, w którym jeszcze przed laty tkwił po same uszy, to co jakiś czas znów zapada mu się grunt pod nogami. Kiedy nie tak dawno sądy stwierdziły, że biznesmen nikogo nie bił i nie więził, to nagle mediom przypomniał się niejaki Romuald Gasperowicz. Przed laty ochroniarz w Farmutilu, dzisiaj sołtys niewielkiej wsi Kruteczek na północy Polski. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że Gasperowicz podczas swojej błyskotliwej kariery na włościach Stokłosy mógłby śmiało nosić ksywkę kapo.
Łapał złodziei i sam wymierzał im sprawiedliwość – pięścią albo innymi wyrafinowanymi metodami. Kłusownikowi łowiącemu ryby w stawach Stokłosy kazał rozebrać się do naga i stać w wodzie. Wcześniej dostał solidny łomot. Kiepsko skończył też młody chłopak, który ukradł z magazynów Stokłosy spirytus. Gasperowicz wywiózł złodzieja do lasu, znowu rozebrał do naga i pobił. Z tasakiem w ręku spytał później chłopaka: – Który palec mam ci odciąć? – Żaden – odpowiedział przerażony. – Jak pójdziesz na policję, to spalę twój dom – zagroził jeszcze chłopcu po tym jak odrąbał mu wskazujący palec prawej ręki.
Gasperowicz za wywożenie do lasu, bicie i okaleczanie pracowników miał siedzieć do lutego tego roku, ale sąd warunkowo wypuścił go na wolność.
Stokłosa do swojego byłego pracownika nie przyznaje się do dziś. ,,Zatrudniał tysiące osób. Nie sposób wszystkich spamiętać. Mógł nawet nie wiedzieć o takim ochroniarzu i tym, co wyrabiał na podwórku senatora” – mówi jeden z bliskich współpracowników Stokłosy. Tłumaczenie co najmniej dziwne, bo który szef nie słyszałby o tym, że jeden pracownik rozbiera drugiego do naga i odcina mu palec?
Spisek ,,made in Germany”
Takich problemów, o których Stokłosa wolałby zapomnieć, a te ciągną się za nim w nieskończoność jest więcej. Bez rozstrzygnięcia pozostaje sprawa składowania odpadów zwierzęcych wokół firm Stokłosy. Są też zarzuty korupcyjne albo nieprawidłowe rozliczenie dotacji z ARMiR na zakup pojazdów firmowych.
Stokłosa całą tę karuzelę z zarzutami zrzuca na wielki spisek przeciwko niemu samemu.
W swojej książce ,,W szponach władzy” (do kupienia w mięsnym za 20 zł) pisze, że przeciwko niemu ma działać nie tylko państwo, ale też niemiecka konkurencja z branży utylizacji odpadów, która ostrzy sobie pazury na imperium, które stworzył. Jest na co, bo Stokłosa utylizuje 70 proc. powstających w Polsce odpadów przemysłu mięsnego. Dzięki temu jest też największym w kraju eksporterem mączki mięsno-kostnej. Dla zagranicznej konkurencji to łakomy kąsek.
Mówi się, że kiedy senator przebywał w areszcie w związku z którymś z zarzutów, jego żona dostawała wiele ofert od niemieckich firm, które proponowały przejęcie. Miała to być cena spokoju w stylu: sprzedacie firmę, prokuratura się odczepi, a mąż będzie oczyszczony z zarzutów.
Ile w tym prawdy, nie wiadomo, bo teoria senatora jak na razie nie ma poparcia w twardych dowodach. On sam jest już zresztą zmęczony kolejnymi procesami. Biznesem chyba również. Dużo podróżuje, poluje, lata. Coraz rzadziej można go spotkać w rodzinnym Śmiłowie. Jeszcze niedawno mówiło się, że wróci do wielkiej polityki z czystym kontem. Dzisiaj mało kto już w to wierzy.

Advertisements