Solorz-Żak pod napięciem

sol

Miał wydobywać złoto w Mongolii: ze zdrowej spółki zrobił groszową wydmuszkę. Chciał dawać Polakom tani prąd: w ciągu roku wartość jego elektrowni zmalała o 70 proc. Zygmunt Solorz Żak pragnął być jak Midas – wszystkiego, czego się dotknie, zamieniać w złoto. Na razie wychodzi na odwrót.

 

Dramatyczny apel Zygmunta Solorza-Żaka: Niech państwo mi pomoże! Chodzi o Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Dziś można śmiało powiedzieć, że to jedna z najgorszych inwestycji wszechczasów drugiego najbogatszego Polaka. W ciągu roku kurs jej akcji spadł o 70 proc.! W rankingu spółek, które w ubiegłym roku straciły najwięcej, ZE PAK Solorza zajął niechlubne trzecie miejsce.

Kłopoty elektrowni to głównie wynik spadających cen energii elektrycznej. Dochodzą drożejące uprawnienia do emisji dwutlenku węgla. To takie certyfikaty, które elektrownia musi nabyć, żeby emitować CO2. Na razie wzrosły z 6 do 8 euro za tonę emitowanego dwutlenku. Ale najgorsze przed Solorzem, bo Niemcy i Francuzi postulują, żeby za jedną tonę płacić aż 30 euro!

Gdyby tego było mało miliarder ma jeszcze na głowie związkowców, którzy boją się o swoje miejsca pracy. W zeszłym roku zrobili nawet Solorzowi świąteczny prezent. Tydzień przed Bożym Narodzeniem przyjechali z Konina do Warszawy, żeby zaprotestować przed warszawską siedzibą Polsatu.

Nie pomogły zmiany na stanowiskach kierowniczych, nie pomogły roszady w radzie nadzorczej, nie pomogły rozmowy ze związkowcami. Kurs ZE PAK dalej leci na łeb na szyję. Solorz wyciągnął więc z szuflady zakurzone CV Aleksandra Grada, ministra skarbu w rządzie Donalda Tuska. Ten równo dwa tygodnie temu objął fotel prezesa spółki. Taka decyzja na pewno nie spodobałaby się Janowi Kulczykowi, z którym Solorz się przyjaźnił. Dla Kulczyka Grad był odwiecznym wrogiem. Głównie przez to, że utrudniał prywatyzację PGE, spółki energetycznej, na którą najbogatszy Polak ostrzył sobie zęby.

Solorz mówi, że wiedza i kontakty Grada mają pomóc mu w negocjacjach z państwem. Jednak już teraz chyba zauważył, że były minister skarbu ma słabe przełożenie na relacje z obecną władzą. W wywiadzie z tego tygodnia sam więc wystosował apel do rządzących:

,,Od państwa nie tyle oczekujemy wsparcia kapitałowego, ile regulacyjnego. Przede wszystkim jednak chcielibyśmy – jako firma prywatna – być traktowani jak partnerzy. Jesteśmy otwarci i gotowi na współpracę z rządem w celu ratowania i rozwoju polskiej energetyki.” – mówił.

I nic. Po tych słowach kurs spółki nie podskoczył nawet o grosik. Za jedną akcję ZE PAK trzeba już płacić historyczne minimum, czyli 7 zł bez kilku groszy.

Najwyraźniej Solorz do wszystkiego, co z wydobyciem związane szczęścia nie ma. Jeszcze gorsze notowania ma spółka MSX Resources. Wcześniej występowała pod nazwą Mostostal Export. Nazwy może mało mówią, ale kiedy doda się, że jeszcze dwa lata temu drugi najbogatszy Polak wszedł do spółki, żeby wydobywać złoto w Mongolii, to wszystkim pospadały kapcie z nóg. Wtedy magia nazwiska zadziałała. Kurs Mostostalu podskoczył jednego dnia o kilkanaście procent. Ale od tamtego pamiętnego dnia zdążył już zmaleć 57 razy! Z 8 zł na… 14 groszy za jeden papier.

Może więc niech Solorz Żak zostawi złoto i węgiel w spokoju, a zajmie się czymś przyjemniejszym. Premierą nowego Samsunga w Plusie albo jakimś fajnym serialem na Polsacie.

Advertisements