Jak kelnerzy robią w konia najbogatszych Polaków: Kulisy pracy w najdroższych knajpach w kraju

Nie plują do talerzy. Nie dojadają po gościach. Co najwyżej goście mogą dojadać po nich. Konrad Lassota, kelner i sommelier obsługujący najbogatszych Polaków, a przy okazji autor afery taśmowej, zdradza brudne kulisy pracy w najdroższych polskich knajpach.

 

Najbardziej popularny przekręt to numer z terminalami do płacenia kartą. Klientowi mówi się, że terminal nie działa, chociaż to zwykła ściema. Awarie zdarzają się rzadko. A jeśli już nastąpią, to są do rozwiązania w góra 2 godziny. Wszyscy przecież chcą, żeby klient miał możliwość płatności plastikiem. Wszyscy… oprócz kelnerów. Dla nich liczy się żywa gotówa. Klientowi mówi się, że terminal nie działa, więc paragonu nie będzie. A wtedy rachunek zapisuje się długopisem na kawałku papieru. Gość nie wie, że jest jeszcze kasa fiskalna, która paragon może przecież wydrukować. Zadowolony bierze kwitek z odręcznie wypisaną kwotą, płaci gotówką i odchodzi. A gotówka zamiast do kasy, wpada do kieszeni kelnera.

Numerów z paragonami jest więcej. Lassota opowiada, jak to jedna z ekskluzywnych krakowskich knajp robiła w ten sposób klientów hurtem. Tuż po otwarciu lokalu nabijała na kasie po jednej sztuce paragonu na piwo małe, piwo duże, najpopularniejsze rodzaje kaw i herbat. Była niedziela, słoneczny dzień, ogródki. Wiadomo było, że takie pozycje z menu zejdą w setkach sztuk. Kelnerzy żonglowali więc pojedynczymi paragonami, wręczając je wielokrotnie różnym klientom. Rzadko przecież gość jest na tyle pojednany z polską skarbówką, że zostawia napiwek, a paragon skrzętnie składa na kilka części i wkłada do portfela. Nie jest też tak wielkim przyjacielem naszego ministra finansów, że za każdym razem patrzy na godzinę wystawienia paragonu. W ten sposób kelnerzy mogli paragon na piwo dawać jednemu klientowi. Później go zabierać. Następnie dawać ten sam komuś innemu. I tak kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, nie nabijając kolejnych pozycji na kasie. W ten sposób można było zarobić dodatkowe kilkadziesiąt tysięcy złotych w ciągu miesiąca!

Niektóre sztuczki kelnerskie są już naprawdę bezczelne. I w dodatku absurdalne. Lassota pisze jak to kiedyś zrobił w konia dwóch greckich bankierów stołujących się w jednej z drogich knajp. Powiedział, że jego restauracja tak jak i Grecja też przeżywa problemy, więc wystawi im fakturę na lewo. Nabazgrał coś ołówkiem na kartce papieru, zaniósł gościom, a ci z uśmiechem na twarzy zapłacili mu 2 tys. zł. Historia brzmi niewiarygodnie, że ktoś dał się zrobić w ten sposób. Lassota pieniądze schował do kieszeni, paragonu nie nabijał. Pisze jednak, że pieniądze później do kasy oddał.

Inny numer to cudowna zamiana wody w wino. A raczej na odwrót, czyli wlewanie do butelek po cholernie drogim szampanie Don Perignon taniego musującego wina. Podpici klienci bardzo rzadko odczuwali różnicę. Nawet wtedy, kiedy kelner udawał przed nimi ,,proces otwierania raz już odkorkowanej butelki”. Szampany były nabijane na kasie, ale nigdy nie trafiały do gości. Zamiast tego handlowano nimi w lokalnych klubach ze striptizem. Później nagie panienki popychały go dalej pijanym panom gapiącym się na rurkę. Czasem po 15 tys. zł za butelkę, czyli 15 razy drożej jeśli mówimy o bliższym naszej dacie rocznikach.

perignon

Lassota mówi, że opowieści o kelnerach plujących do zupy albo dojadających resztki po gościach trzeba włożyć między bajki. W modzie jest podawanie podgrzanych do czerwoności talerzy i stawianie ich na stole tak, żeby gość musiał ich dotknąć. Takie dotknięcie rozżarzonego naczynia zwykle kończy się siarczystym ,,Kurwa!”. Podobnie robi się z łyżką do zupy. Rozgrzewa samą wklęsłą część, która po napełnieniu płynem i dotknięciu ust kończy się podobną reakcją.

No jest też historia o tym, jak to pewien kelner nie mógł znieść mądrującego się nowobogackiego. Na zapleczu zdjął więc majtki, wsadził swoje genitalia do kieliszka napełnionego winem i podał wszystkowiedzącemu klientowi. Trunek był na koszt firmy. Bon appetit!

 

 

 

 

Konrad Lassota, absolwent UJ. Ukończył też prestiżową szkołę Wine & Spirit Education Trust. Przez 10 lat związany z gastronomią i hotelarstwem. Od 2013 r. sommelier w restauracji Amber Room, gdzie nagrywał rozmowy czołowych polskich polityków i biznesmenów.

lassota książka

 

Advertisements